Krótkie wakacje lepsze niż nic?

Maj upłynął nam pod znakiem szpitali. G. wypadł mu dysk. W szpitalu do którego trafił stwierdzili,że trzeba poczekać, bo przepuklina sama się wchłonie.3 tygodnie później owszem wchłonęła się pociągając za sobą nerw i tak oto trafił do kolejnego szpitala od razu pod nóż. Nie mam sił już nawet płakać i roztrząsać tego od nowa,ale wierzcie mi jeżdżenie w tą i z powrotem z dzieckiem pod pachą i przesiadywanie z nim całymi dniami w szpitalu ukrywając ją  przed ordynatorem, bo pielęgniarki przymykały oko dość mocno nadwyrężyły moje siły. Po operacji w zasadzie 3 dnia już g czuł się na tyle dobrze ,by wstać i trochę chodzić, ale do dziś ma problem z mięśniami.Jakby nie patrzeć miesiąc leżał z bólem.To był straszny czas. Siostry nie wyszły mi na przeciw czego zresztą nie oczekiwałam nawet, już się nauczyłam. Mam nadzieję, że sam G to dostrzegł. 
W związku z tą całą chorobą G i tym,że do pracy i tak nie mógł wrócić siostry łaskawie "wypchnęły" nas nad morze. Piszę łaskawie wypchnęły, bo zdążyły już zagospodarować tak czasem nad morzem, by dla nas miejsca nie było, bo "myślały" sic! ,że ja jadę do Polski. Ciężko było zapytać mnie o to, gdy rozdzielały czas prawda? 
Byłam zła jak osa, bo dostało nam się zaledwie 5 dni wraz z dojazdem i to na początku czerwca ,gdy ja jeszcze paliłam w piecu bo tak było zimno. Na szczęście już na miejscu okazało się ,że temperatura tak powietrza jak i wody jest wyborna. 
Rozluźniłam się na tyle, by jednak skorzystać choć odrobinę z tego wyjazdu. Na pewno Elena bawiła się przednie. Niemalże nie wychodziła z wody. Gorzej było z G. bo ze szwami i niemal zerową siłą na niewiele mógł sobie pozwolić poza leżeniem i krótkimi spacerami. Mimo wszystko cieszę się ,że pojechaliśmy. Było nad wyraz krótko, ale jednak lepsze to niż nic. 
Od dziś zaczynam sezon w pracy. Na razie  kilka dni jeszcze tylko na rano , za to za niedługo nie będę już wiedzieć jak się nazywam. W tym roku wygrałam batalię o opiekunkę nad dzieckiem- przyjechała moja siostra. Nie wiem do końca czy ten szalony czyn wyjdzie nam wszystkim na dobre. Okaże się pod koniec wakacji- jeśli przeżyjemy. Tymczasem zaciskam zęby i kciuki, by obyło się bez kłótni i innych fochów. 
A to kilka fotek z wakacji w Pineto. Udanych wakacji!



































Komentarze

Popularne posty